Kilka refleksji po I Warszawskim Festiwalu Piwa

(nieco spóźnionych)

I Warszawski Festiwal Piwa przeszedł do historii. Warto dodać: festiwal piwa niezależnego – od wielkich i średnich graczy. Warzonego przez rzemieślników i browary lokalne, najczęściej w niewielkich ilościach. Można powiedzieć: festiwal piwa alternatywnego.

  • I WFP miał więc być, z założenia – świętem piwnych freeków, czyli ludzi zakręconych na punkcie niebanalnego piwa. Piwnej alternatywy i hipsterki. Większość odwiedzających stanowili piwosze obyci z nowofalowym fermentem. Ludzi przypadkowych – mniejszość. Wystawcy także byli dobrani – cała piwna scena na miejscu, przedstawiciele niemal wszystkich mikrobrowarów, piwni blogerzy i celebryci.  Wszyscy w swoim towarzystwie, poklepują się po plecach. Można powiedzieć – piwna elita. Czy to siła, czy słabość imprezy?
  • Warszawie bezsprzecznie brakowało takiego festiwalu. Dobrze, że WFP już tu jest. Jak dla mnie – dobrze podwójnie, bo jesienne wydanie pokrywa się z drugą ważną imprezą: Warszawskim Festiwalem Filmowym, którego jestem oddanym fanem. Można zatem było przeplatać, raz alternatywny film, raz alternatywne piwo. Co prawda w stolicy bywały już festiwale piwa – ale raczej pod marką jednego, wielkiego koncernu, zatem niezbyt odkrywcze jeśli chodzi o kwestię smaku, raczej bliższe piknikom spod znaku kiełbasa+piwo.
  • Ilość premier piw i browarów/miesiąc zaczyna zaczyna być absurdalna. Normalnie pracujący człowiek nie jest w stanie tego przyswoić (ani wypić). WFP ułatwił zadanie: kilka premier naraz w jednym miejscu i czasie zdecydowanie pomaga. Można nadrobić zaległości, poznać nowe twarze i browary, dopytać, popróbować, pogadać. Duży plus.
  • Warsztaty o piwie i cydrze – to zdecydowanie rzecz godna odnotowania. Różnorodna tematyka i podejście prowadzących – kto miał trochę czasu, znalazł coś interesującego dla siebie. Mieszana formuła: część wykładów była płatna, pozostałe otwarte dla wszystkich. My też tam byliśmy, z panelem na temat cydru. Wrażenia jak najbardziej pozytywne. Jeśli będzie możliwość, pojawimy się na kolejnym wydaniu.

To garść luźnych refleksji po festiwalu. Ważne, że się odbył. Dobrze, że będą kolejne – następny za pół roku, w kwietniu. Z pewnością organizatorzy mają własne przemyślenia, pomysły co zrobić lepiej. Chętnie bym je poznał. Warto docenić wkład osób zaangażowanych w organizację – festiwalu nie zrobiła wyspecjalizowana agencja za pieniądze koncernu. To zwykli, pracujący ludzie, zaangażowali się w projekt festiwalu po godzinach – bez ich pracy i poświęconego czasu imprezy po prostu by nie było. Dopóki para w tłokach, dopóty machina piwnej rewolucji pędzi do przodu. Oby tak zostało.

Przemek Iwanek

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s