Alkohol może szkodzić zdrowiu

oraz prowadzić do uzależnienia. Trzeba to sobie powiedzieć wyraźnie. Dlatego powinien być pity przez odpowiedzialnych ludzi w rozsądnych ilościach. Te dwa słowa mają kluczowe znaczenie: odpowiedzialność i rozsądek.

Gdy czytam tragiczne wiadomości o australijskiej nastolatce, która zmarła po wypiciu spirytusu, mam wrażenie, że właśnie ich zabrakło. Uważam jednak, że w tych cnót w nie mniejszym stopniu brakuje tym, którzy nawołują do częściowej prohibicji. Oraz ograniczeń w mówieniu i pisaniu o alkoholu. Tym, którzy piętnują producentów i konsumentów. Nie tędy droga.

Prohibicja3228202621_b198af7a7f_z

Sprawa w Australii jest wielowymiarowa. Młoda dziewczyna zmarła po wypiciu drinków z czystego spirytusu. Zapewne nie dowiedzielibyśmy się o tym, gdyby to nie był spirytus z Polski. W związku z tym wydarzeniem rodzina apeluje o zaprzestanie jego dystrybucji w całym kraju. Sieć alkoholi Woolworths już wycofała spirytus ze sprzedaży. Z pewnością rodzice są zdruzgotani – trudno sobie nawet wyobrazić ból po stracie 18 letniej córki. Nie usprawiedliwia to jednak stosowania alkoholowej prohibicji. Idąc tym tropem moglibyśmy zakazać jazdy motocyklem, skoku na bungee i wielu innych, niekoniecznych do przeżycia, a niebezpiecznych, ryzykownych i często przyjemnych rzeczy.

Motocykl czy autobus, czyli prawo do wyboru

Powtórzę: alkohol jest dla osób rozsądnych, czyli takich które znają granice, wiedzą czym jest alkohol i jakie niesie niebezpieczeństwa. Podobnie motocykl, bungee i nóż kuchenny. Podchodząc nieco bardziej filozoficznie: ryzyko jest wkalkulowane w życie i jest nie tylko jego przyprawą. Skłonny jestem twierdzić, że bez ryzyka nie ma życia. Oczywiście, można je kalkulować, np. podróż autobusem jest mniej ryzykowna od jazdy motocyklem, a nóż plastikowy wygrywa z tasakiem. Ale zabezpieczyć przed wszystkimi aspektami życia się po prostu nie da.

Drugie słowo, odpowiedzialność, polega właśnie na tym, by ryzykiem życiowym zarządzać. Zakazami nie nauczymy odpowiedzialności. Alkohol jest dla osób dorosłych, w teorii potrafiących wziąć na siebie odpowiedzialność. Od 18 lat człowiek może głosować, prowadzić samochód, założyć rodzinę. Rzeczy wymagające nie mniej odpowiedzialnej postawy, niż wypicie piwa. Z przekroczeniem tego wieku oczywiście nie stajemy się od razu mądrzejsi, co najdobitniej pokazuje nieszczęśliwy przypadek z Australii. Ale co możemy z tym zrobić? Zabronić wszystkiego, zgodnie z metodą mistrza Yody-Kononowicza? Podnosić wiek? Nie uciekniemy od wzięcia odpowiedzialności za swoje życie.

Edukacja, czyli dobra robota

Jedyne co możemy zrobić, to edukować. Akcje takie jak: Alkohol tylko dla pełnoletnich, 18+ i inne, prowadzone przez największych producentów piwa, są tego dobrym przykładem. A najlepiej uświadamiać od małego – w mojej podstawówce przechodziliśmy program o nazwie „7 kroków”. Z perspektywy przyznaję, że był całkiem sensowny.

Niemal wszystkie strony producentów alkoholu wymagają weryfikacji wieku przed wejściem. Oczywiście, można polemizować, że taką „barierę” przejdzie średnio rozgarnięty 13-latek. Podobnie jak łatwo wyśmiewać się z wyliczeń bezpiecznej dawki alkoholu na etykietach angielskich trunków. Jasne, mało kto tym się przejmuje. Nie jest to też wielką tajemnicą, że są to „tyłkochrony” dla producentów. Ale robią pewną pozytywną rzecz: zapalają u konsumenta czerwoną lamkę z napisem UWAGA gdzieś z tyłu głowy.

Kultura alkoholu = nakłanianie do żłopania?

Warto chwalić dobrą wolę producentów, ale trzeba też ostro ganić bzdurne żądania. Bo zaczynamy dochodzić do paranoi, w której za chwilę będziemy pisać przysłowiową instrukcję do obsługi szczotki. Niestety, zdarzyło mi się tłumaczyć z zarzutów, że szkolenia dotyczące kultury piwa propagują alkoholizm. Naprawdę? Czy amator narąbania się do zgonu przyjdzie degustować piwa w cenie 16zł za 0,33l? A przez uchlaniem się w trupa będzie rozważał dylemat, które szkło jest właściwe? Niestety, niektórym nadal piwna edukacja myli się z rosyjskimi zawodami picia wódki na czas.

Podobnie jest ze sklepami internetowymi oferującymi rzemieślnicze piwo, cydr, wino, którym urzędy potrafią rzucać kłody pod nogi. Bo według urzędników amator ostrego chlania zamawia przez sieć piwa ze Stanów, czy Australii, płaci za nie jak za zboże, dokłada 24 zł za kuriera i czeka na nie tydzień. Zapewne według ustawy pytanie someliera w restauracji, czy nie napiję się kieliszka wina, to zachęcanie do alkoholizmu. Większe zagrożenie dostrzegam w meczach piłkarskich przed telewizorem, gdzie piwo leje się strumieniem. A jakoś dziwnie się ich nie zabrania. Więcej rozsądku proszę!

Powtórzę się: alkohol jest dla dorosłych, odpowiedzialnych ludzi, którzy wiedzą co czynią. Może być rozrywką i pasją. Nie dajmy się zwariować i nie słuchajmy głupich żądań. Na przykład takich, jak pewnego nadgorliwego „dziennikarza” z NaTemat, który rozlicza muzeum wódki za niedostateczne ostrzeganie przed skutkami picia. Jakby zwiedzający mieli wpadać tam na flachę. Dodam, że muzeum ma powstać dopiero w 2017 roku.

W przeciwnym razie może zdarzyć się, tak jak w Australii, że będziemy patrzeć, jak zdejmują nam alkohol z półek. Albo zamykają usta i blogi. Oczywiście dla naszego własnego dobra.

Przemek Iwanek

2 uwagi do wpisu “Alkohol może szkodzić zdrowiu

  1. Już komuś na to odpowiadałem. Wnioski mam dokładnie takie same, jak ty + kilka okołofilozoficznych wywodów. To naprawdę smutne, że społeczeństwo chce dziś chronić, kosztem wolności ogółu ludzi, którzy nie są zdolni do przetrwania w niesamowicie przyjaznych warunkach, jakie oferuje nam nasza wysoko rozwinięta cywilizacja. I bardzo się boję, że zdelegalizują noże kuchenne, a do użycia szczoteczki do zębów będzie potrzebny kurs. Za głupotę 18to latki w rzeczywistości odpowie producent alkoholu, który jej nawet nie widział na oczy. Karę poniosła oczywiście ta osiemnastka, pewnie zbyt wysoką, ale właśnie – takie jest życie – istniało ryzyko i poczuła się na tyle odpowiedzialna, by spróbować mimo wszystko, ale współwinni są także – o czym należy wspomnieć – rodzice, którzy jak widać nie najlepiej wychowali swoją córkę, oraz współimprezowicze, którzy nie wybili jej tego z głowy; ludzie, którzy próbują zrzucić winę na wszystkich dookoła, czyli rząd, sieć sklepów i producenta spirytusu (a nie zdziwię się, jak także na importera). Spójrzmy na sytuację analogiczną: załóżmy, że jesteśmy razem na jakiejś imprezie, stwierdzam przed tobą, że teraz wejdę na dach tego 8 piętrowego budynku i skoczę z parasolem. Ty nawet nie stwierdzasz, że mam robić co chcę, tylko idziesz na górę ze mną i podajesz mi jeszcze kolorowy parasol. Jak w tej sytuacji prawo potraktowałoby twoje zachowanie? Ja bym gryzł piach, a ty już pewnie spędzałbyś wesoło czas w areszcie śledczym. Czy warto zaskarżyć producenta parasoli?

    Polubienie

    • Niestety, nie brakuje tego rodzaju myślenia. W ramach wątpliwej ochrony kilku osób cierpieć musi rozsądna reszta. Wątpliwej ochrony, bo przykład prohibicji pokazuje, że alkohol wcale nie zniknął, tylko zszedł do podziemia, na czym ucierpiała jego jakość.
      Nie mogę pojąć też fobii, przez którą nie mogę zareklamować mojego pokazu szkła do piwa, bo jestem oskarżany o promowanie alkoholizmu. Ten co ma pić w bramie i tak na to nie przyjdzie, a będzie pił czy pokaz zrobię czy nie. Nie mogę tego pojąć. A z takimi zarzutami spotykam się co raz. Hipokryzja

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s