Recenzja: Guinness Dublin Porter*

Dublin, 24 października 1796 roku.

Reilly O’Byrne zaklął szpetnie. Znowu potknął się na jakiejś skorupie, przez co omal nie wpakował się pod powóz. Zmierzch zapadł szybko, a jedynym jasnym punktem był mizerny księżyc i jego odbicie w wodzie An Life. Zaschnięta glina, która tworzyła ulicę, nie ułatwiała wędrówki. Droga z portu dłużyła mu się, choć przecież nie było daleko. Jednak zmęczenie po całym dniu przerzucania worów i pierwsze zimne podmuchy jesieni robiły swoje. Nasunął kaptur na swoją rudą czuprynę. Jedna tylko myśl rozgrzewała go i powodowała, że przyspieszał kroku. Dziś w starym Brazen Head premiera craftowego portera Guinnessa.

Niestety, nie wiemy, czy wydarzyło to się naprawdę. Tajemnicę skrywają tajne skrypty Guinnessa, schowane gdzieś głęboko w archiwum. Ujrzały ostatnio światło dzienne na chwilę. The Brewers Project, o którym wspominałem w poprzednim wpisie, na podstawie tych notatek odtworzył starą recepturę Dublin Portera właśnie z 1796 roku. Obecnie warzone jest od wiosny 2014 r. w małym browarze na St. James Gate, w siedzibie Brewers Project, ale nie w głównej fabryce Guinnessa.

Było trochę ciekawych opowiastek, teraz pora wrócić na ziemię. Piękne są historie o odtwarzaniu starych receptur, ale oczekiwanie, że otrzymamy produkt zbliżony do tego sprzed wieków – jest naiwnością. Zupełnie inny sprzęt, zupełnie inne surowce, zupełnie inny sposób obróbki. No i inny piwowar, oczywiście. Stara receptura, piękna sprawa, można ją ładnie oprawić i powiesić na ścianie. Druga wątpliwość, którą oczywiście delikatnie, ale stanowczo podniosły brytyjskie media piwne: porter pochodzi z Anglii. Nie doszukujmy się jego korzeni na sąsiedniej wyspie.

Tyle teorii, pora przystąpić do praktyki.

zdjęcie: Studio Panoramix

zdjęcie: Studio Panoramix

3,8% alkoholu, butelka 500 ml, Irlandia, Guinness (* – niedostępny w Polsce)

Barwa ciemnobrązowa, nieprzezroczysta, z rubinowym refleksem. Klarowna.

Piana jasno beżowa, wysoka, drobna, gęsta, dość szybko opadająca, oblepiająca szkło

Bogaty aromat słodowy, ciemnych, ciężkich karmelowych słodów, lekko czekoladowy, dość słodki, wyraźne ciemne suszone owoce, śliwki, wiśnie i dojrzałe czerwone owoce.

Smak lekko kwaskowaty, wytrawny. Lekko palony, kawowy. W tle nikłe smaki karmelowe ciemnych słodów. Niska słodycz słodowa. Średnio-wysokie musowanie, dość niska pełnia.

Goryczka niska, pochodząca z palonego słodu, średnio długa.

Podsumowanie:

Piękny, złożony aromat i … palona woda gazowana w smaku. Klasyka brytyjskiego ale’a: obiecujący zapach, a potem woda. Idealne piwo na wyspiarski piątek – jedno za drugim w pubie, przez cały wieczór. O północy dźwięk dzwonu i zygzakiem do domu. Nie oszałamia smakiem, ani procentami, za to pijalność – wysoka, jak mineralnej. O ile ktoś lubi wodę. Proszę nie odnosić go do porterów bałtyckich, to zupełnie inne piwo. Trudno się nim ekscytować, zwłaszcza że przyzwyczailiśmy się do zdecydowanie ciekawszych smaków. Golden Ale wyprzedza go  kilka długości. Aczkolwiek należy pamiętać, że preferencje na Wyspach są nieco odmienne i tamtejszym tradycyjnym konsumentom może przypaść do gustu.

Przemek Iwanek

Serdecznie dziękuję Krzyśkowi Toczynskiemu, który przywiózł to piwo prosto z Irlandii.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Recenzja: Guinness Dublin Porter*

  1. Pingback: Recenzja: Guinness West Indies Porter* | Piwo i Cydr

  2. Pingback: Recenzja: Guinness Golden Ale* | Piwo i Cydr

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s